Szanowni Państwo, zachęcam do zapoznania się z informacjami dotyczącymi mojej działalności dla Podkarpacia. Chciałbym, abyście Państwo z tego serwisu czerpali wiedzę o wydarzeniach i najważniejszych sprawach dla naszego regionu, a także o mojej aktywności, podejmowanych inicjatywach i wspieranych inwestycjach, dzięki którym Podkarpacie staje się "regionem równych szans". Ta ziemia, dla nas od innych droższa, zasługuje na szczególny szacunek i wszechstronny rozwój.

Stanisław Ożóg

wiedza i doświadczenie dla Podkarpacia

Dyktat Merkel

05.10.17

2 października na stronie internetowej „Naszego Dziennika” ukazał się wywiad ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości na temat podziałów w Unii Europejskiej. Zapraszamy do lektury.

Rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Pośle, jak cyfryzacja ma się do podziałów w Unii Europejskiej? Bo choć ten pierwszy temat miał być na agendzie nieformalnego szczytu Rady Europejskiej w Tallinie, to jednak dyskusję zdominował ten drugi.

– Sprawa podziału Unii Europejskiej na dwie prędkości to – można powiedzieć – temat wiecznie żywy. Czemu ma służyć ta debata, nie potrafię powiedzieć. Ciekawi mnie to, dlaczego ten temat staje na szczycie Rady Europejskiej, natomiast nie ma odwagi, żeby podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego wprowadzić ten temat do porządku obrad i uczciwie o tym podyskutować.

Co by to, Pana zdaniem, zmieniło?

– Nic by to nie zmieniło, ale przynajmniej zostałyby zachowane pozory, że europarlament coś w ogóle znaczy. Ważne też, aby wysłuchać przedstawicieli poszczególnych grup politycznych, bo – jak wiadomo – od początku w PE praktycznie do dziś nie ma koalicji, a żadna grupa czy frakcja nie ma większości. Kwestia podziału Unii stawiana na szczycie Rady Europejskiej wpisuje się niejako w cały cykl wyborczy w Niemczech, gdzie sprawa sformowania koalicji rządzącej jest dość skomplikowana.

Nikt nie wyklucza, że być może dojdzie w Niemczech do przedterminowych wyborów, a koalicja, która powstanie w wyniku politycznych targów, będzie łatwa, solidna i że będzie to wariant ostateczny.

W tym tandemie pozostaje jeszcze Francja i Macron, który forsuje cały ten plan podziału UE…

– Nie ma co ukrywać, że to Emmanuel Macron jest spiritus movens całej tej skomplikowanej sytuacji, aczkolwiek jego notowania we Francji spadają na łeb na szyję. Widzimy, co się dzieje na ulicach francuskich miast, a proces rządzenia w obliczu stanu wyjątkowego opiera się na dekretach. Na razie taka forma sprawowania władzy przez Macrona jest możliwa. Kiedy jednak dojdzie do demokratyzacji życia we Francji, wiele wskazuje na to, że jeśli nie zostanie przerwana kadencja Macrona, to z pewnością zakończy on swoje rządy bardzo niechlubnie, podobnie zresztą jak jego poprzednik François Hollande.

Tak czy inaczej uważam, że sprawy podejmowane na forum Rady Europejskiej to tematy zastępcze, które mają odwrócić uwagę od kwestii zasadniczych, dotyczących migracji czy kryzysu gospodarczego i finansowego.

Ta ostatnia kwestia wspomniana przez Pana pozostaje w sprzeczności z retoryką unijnych ekspertów…

– Owszem, pięknie mówi się o przewidywaniach wzrostu PKB w krajach Unii na poziomie 1,8 proc. Ale dlaczego nigdzie się nie rozgranicza, czy dotyczy to państw strefy euro, czy spoza strefy euro? Bo wówczas nie wyglądałoby to już tak różowo dla krajów strefy euro. Nikt też nie chce mówić tego wprost, że gospodarki i finanse państw strefy euro ratuje się poprzez zabiegi zaproponowane i stosowane przez „Mario drukarza”, jak się określa prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Dragho.

Nikt też nie zauważa, że nadzwyczajne środki i sposoby działania EBC są adresowane praktycznie do państw strefy euro. Nikt też głośno nie mówi o tym, że zapowiedzi dodrukowania pieniędzy bez pokrycia dla ratowania gospodarki i finansów strefy euro mają przekroczyć wielkość budżetu całej siedmiolatki. Dlatego w czasie szczytu RE w Tallinie wprowadza się tematy zastępcze jako próbę odstąpienia od dyskusji na wspomniane wyżej tematy zasadnicze.

Kto przygotowuje tematy do dyskusji na RE?

– I tu dotykamy istoty rzeczy. Jeśli się przyjrzeć przewodniczącemu RE Donaldowi Tuskowi, jeśli spojrzeć na sposób przygotowywania przez niego posiedzeń Rady i przeprowadzania szczytów szefów państw członkowskich UE, to odpowiedź wydaje się oczywista. Mamy potężny kryzys UE i jej struktur, agend, a wszyscy udają, że tego nie dostrzegają.

Jaki mandat ma prezydent Macron z żenująco niskim poparciem we Francji i tracąca głosy kanclerz Niemiec Angela Merkel, żeby dyktować swoje wizje państwom, które się z taką polityką nie zgadzają?

– Grupa państw unijnych, które się nie zgadzają z wizją Macrona czy Merkel, które jasno to artykułują, jest coraz większa, bo są to już nie tylko kraje Grupy Wyszehradzkiej, ale także kraje bałkańskie i nie tylko. Tandem francusko-niemiecki nie ma żadnego mandatu, żeby terroryzować pozostałe państwa członkowskie UE. Tak jak nie miała żadnego mandatu Angela Merkel, która przed dwoma laty osobiście podjęła decyzję o zaproszeniu imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Podobnie nie ma dokumentu, który mocowałby kanclerz Niemiec czy prezydenta Francji, żeby się wypowiadać – nawet w imieniu 17 państw strefy euro.

To daleko posunięta samowola tych polityków.

Jakby nie było, Macron, który bodajże drugi raz bierze udział w szczycie RE, czuje się bardzo pewnie w tym gronie i forsuje plan utworzenia wspólnego budżetu państw strefy euro.

– Macron korzysta z każdej nadarzającej się okazji, aby narzucać swoją wolę innym państwom. Robi to – jak sądzę – żeby odwrócić uwagę od swojej nieudolności i braku poparcia do sprawowania władzy we Francji. Również Angela Merkel musi zacząć działać, bo układ rządzący w Niemczech po ostatnich wyborach do Bundestagu stracił ok. 15 proc. poparcia społeczeństwa. To dowód, że ta polityka nie jest akceptowana na własnym podwórku. Dlatego działania tych dwojga polityków z Paryża i Berlina na forum europejskim są chaotyczną próbą ratowania własnych pozycji, które są coraz słabsze.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego kierunek lewacki został przyjęty i tak uparcie jest forsowany przez niektórych przywódców krajów Unii, że brakuje refleksji, dokąd to zmierza. Z poprzedniej debaty priorytetowej głos szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera na temat obecnej oceny pozycji UE i zarysowana przez niego wizja przyszłości Europy wzywa o pomstę do Nieba. Ten człowiek niczego nie zrozumiał. Co więcej, nie chce przyjąć do wiadomości oczywistych faktów.

Podobnie jak niczego nie rozumieją przywódcy europejscy, których głosami ten polityk został zaproponowany na najwyższe stanowisko w UE. To pokazuje, że mamy do czynienia z próbą oszustwa.

Od wytrawnych polityków, przywódców państw europejskich chyba należy wymagać czegoś więcej?

– Niestety ci – jak pan zauważył – wytrawni politycy dają się nabierać na tę presję. Chodzi tu przede wszystkim o możliwość czerpania określonych profitów z członkostwa w UE. Proszę pamiętać, że wielki unijny budżet jest rozdysponowany tak czy inaczej, a w sytuacji Brexitu, który za półtora roku stanie się faktem, dopływ środków do wspólnej unijnej kasy znacząco spadnie i niektórzy przywódcy, mając tego świadomość, wolą udawać, że nic się nie dzieje, żeby tylko móc z tych profitów, o których podziale będą decydować m.in. Niemcy i Francja, skorzystać w możliwie największym zakresie.

Dlatego trudno szukać sprzeciwu, a tym bardziej wytknięcia błędów tym, którzy forsują projekt głębszej integracji i podziału UE. Głos Polski i głos Węgier jest stanowczy i słyszany. Wydaje mi się, że te przestrogi i informacje o zagrożeniach wynikających z polityki dzielenia Unii będą coraz bardziej brane pod uwagę i wybrzmią coraz głośniej.

W Polsce obserwujemy wzrost gospodarczy. Polska jest krajem bezpiecznym, a we Francji od dwóch lat obowiązuje stan wyjątkowy, zagrożenie terrorystyczne utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i – jak widać – rząd sobie nie radzi. Tymczasem KE poucza nie Francję, ale Polskę…

– Półtora roku temu, w czasie tzw. przesłuchania na forum Komisji Spraw Gospodarczych i Monetarnych (ECON) zadawałem trudne pytania ówczesnemu ministrowi finansów Francji. Ten zdenerwowany, nie wiedząc, jak mi odpowiedzieć, podsumował, mówiąc, że jeśli się komuś wydaje, że w KE czy szerzej w UE jakiekolwiek decyzje zapadają bez zgody Niemiec czy Francji, to jest w wielkim błędzie.

I tak to wygląda, te kraje z racji potencjału gospodarczego, z racji wpłacanych składek do unijnego budżetu wiodą prym, wyznaczają kierunki i – co więcej – narzucają swoją wolę w kwestii funkcjonowania KE i w ogóle UE. Do tego grona dochodzą państwa, które obawiają się utraty profitów czy też przywilejów. Dlatego atak lewackiej części Europy jest wycelowany w państwa takie jak Polska i Węgry.

Premier Beata Szydło podkreśla, że nie będzie zgody Polski na dzielenie Europy. Czy ta stanowczość nie wpłynie np. na podział środków unijnych?

– Tak się nas straszy i tym sposobem usiłuje się wymusić spolegliwość na Polsce czy na Węgrzech. Natomiast dopóki przynajmniej te dwa państwa będą ze sobą zgodnie współdziałać, a także Grupa Wyszehradzka czy inne państwa, którym coraz szerzej otwierają się oczy, jak chociażby Hiszpania, to do rozbicia Europy, na czym zależy Emmanuelowi Macronowi i pewno też Angeli Merkel, nie dojdzie.

Tak czy inaczej Polska musi dbać o swój własny interes i ufam, iż rząd premier Beaty Szydło o to zadba. Macronowi i Merkel nie podoba się inicjatywa Trójmorza, która wyszła z Polski. Inicjatywa ta została poparta przez prezydenta Donalda Trumpa, który upatruje w tym projekcie także swój interes gospodarczy. Nie wykluczałbym, że w tym kontekście straszenie Unią dwóch prędkości jest próbą zastraszenia państw środkowej Europy, aby zrezygnowały z inicjatywy Trójmorza.

Czym może się zakończyć to forsowanie Unii wielu prędkości?

– Mówiłem to wielokrotnie i powtórzę jeszcze raz, że jest to początek końca UE – Unii, która w zamyśle ojców założycieli miała być wspólnotą charakteryzującą się solidarnością, solidaryzmem. Niestety, tej wspólnoty opartej na wartościach jest coraz mniej.

Klasycznym przykładem jest tzw. unia energetyczna, a w zasadzie jej zaprzeczenie, czy też solidarność narodów europejskich zakopana na dnie Bałtyku wraz z rurami gazociągu Nord Stream. Tak wygląda Unia dzisiaj i niestety jej perspektywy zarysowywane przez Macrona oraz Merkel są jeszcze gorsze.

Mam jednak nadzieję, że jeśli unormuje się sytuacja w Niemczech i jeśli zostanie tam zawarta w miarę stabilna koalicja rządowa, to z Berlina popłynie głos rozsądku, który będzie bardziej słyszalny.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: NaszDziennik.pl
  • Biuro Posła do Parlamentu Europejskiego Stanisława Ożoga: ul. Hetmańska 9 pok. 104, 35-045 Rzeszów
  • tel: +48 17 853 30 97,
  • e-mail: biuro.stanislawozog@gmail.com