Szanowni Państwo, zachęcam do zapoznania się z informacjami dotyczącymi mojej działalności dla Podkarpacia. Chciałbym, abyście Państwo z tego serwisu czerpali wiedzę o wydarzeniach i najważniejszych sprawach dla naszego regionu, a także o mojej aktywności, podejmowanych inicjatywach i wspieranych inwestycjach, dzięki którym Podkarpacie staje się "regionem równych szans". Ta ziemia, dla nas od innych droższa, zasługuje na szczególny szacunek i wszechstronny rozwój.

Stanisław Ożóg

wiedza i doświadczenie dla Podkarpacia

Problem migracyjny to nie jest problem ostatniego roku

26.06.17

25 czerwca 2017 poseł Stanisław Ożóg udzielił wywiadu Naszemu Dziennikowi na temat migracji w dzisiejszej Europie.

Za nami Szczyt Rady Europejskiej i spotkanie szefów państw Grupy Wyszehradzkiej z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Co z niego wynika?

– Przekaz nie jest dobry, mianowicie widzimy, że nowy prezydent Francji Emmanuel Macron – człowiek praktycznie bez politycznej przeszłości, który nie miał zaplecza politycznego, bo przypomnę, że jego zaplecze, które powstało na bazie chwilowych emocji Francuzów, nawet po wygranych wyborach parlamentarnych nie jest do końca stabilne – jako polityk nie rokuje na przyszłość. Jeśli takie zachowanie będzie się powtarzać w przyszłości, to nie jest to dobra wiadomość zarówno dla pogrążonej w chaosie Francji, jak i dla przeżywającej kryzys tożsamości Europy.

Istnieje duże prawdopodobieństwo – i ja osobiście stawiam taką tezę – że Emmanuel Macron może zakończyć swą polityczną karierę na pierwszej kadencji prezydenta Francji, zresztą podobnie jak jego poprzednik François Hollande, który odchodząc w niesławie, miał poparcie na żenująco niskim poziomie zaledwie 4 proc. Francuzów.

Obywatele Francji poprzez absencję w wyborach prezydenckich i parlamentarnych pokazali, że w chwili obecnej ich kraj nie dysponuje siłą polityczną, która wyprowadziłaby to państwo z kryzysu i dawałaby szanse na poprawę sytuacji zarówno ekonomicznej, finansowej, gospodarczej, jak i w sferze społecznej. Nie da się bowiem ukryć, że Francja jest dzisiaj bankrutem Europy.

Ile wart jest Macron bez poparcia Angeli Merkel?

– Emmanuel Macron – jego urząd bez wsparcia Angeli Merkel jest niewiele wart w polityce europejskiej, a tym bardziej światowej. Podejrzewam, że niedługo doczekamy się, że podobnie będzie w polityce wewnętrznej Francji. Emmanuel Macron zachowuje się przy Angeli Merkel jak giermek. Trudno mi powiedzieć, czy jest to efektem porozumienia, czy może wynikiem niedojrzałości samego Macrona. Natomiast kanclerz Niemiec jako doświadczony polityk z pewnością wykorzysta tę sytuację do swoich celów, do realizacji intersów niemieckich.

Na razie tym celem – na najbliższy czas – jest zwycięstwo Angeli Merkel w jesiennych wyborach w Niemczech. Jeśli ten plan się powiedzie, na co wiele wskazuje, to w drugim etapie Macron będzie wykorzystywany jako narzędzie do umocnienia już dziś bardzo silnej pozycji Niemiec w Europie, co de facto można określić dominacją czy wręcz dyktatem niemieckim w Unii Europejskiej.

Wracając do meritum, co wynika ze spotkania Grupy Wyszehradzkiej z prezydentem Francji?

– Macron udaje polityka w formacie, do którego niestety nie dorasta. Przejawem tego jest lekceważenie otoczenia, brak poszanowania dla ludzi. Być może ktoś mu doradził, aby po wcześniejszych połajankach złagodzić ton. Stąd po spotkaniu z szefami rządów Grupy Wyszehradzkiej, podczas konferencji z premier Beatą Szydło jego wypowiedzi były już łagodniejsze, bardziej stonowane. Sądzę, że autorytet i uwagi grzeczne, ale stanowcze premier Beaty Szydło też zrobiły swoje.

Polska nie ma szczęścia do prezydentów francuskich – wcześniej Hollande straszył nas, mówiąc, że „wy macie zasady, a my mamy fundusze strukturalne”, teraz zaś Macron brutalnie zaatakował Polskę i Węgry, zarzucając nam „podwójną zdradę” i „narodowy egoizm”.

– Jeszcze wcześniej pouczał nas prezydent Chirac, który kazał nam siedzieć cicho, ale dzisiaj to prezydent Macron – można powiedzieć – nie wykorzystuje okazji, aby w sytuacji bardzo trudnej, wręcz dramatycznej, związanej przede wszystkim z kryzysem migracyjnym jego kraju i w ogóle Europy Zachodniej po prostu zamilczeć. Nie wykluczałbym jeszcze innego czynnika, który potęguje zdenerwowanie przywódców zachodniej Europy, a mianowicie pozytywny stosunek prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa do Polski i Polaków. I to jest mocno nie w smak politykom zachodnim.

Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych w lipcu w Warszawie nabiera olbrzymiego wymiaru, a inicjatywa Trójmorza, tak wyśmiewana przez tzw. totalną opozycję, inicjatywa popierana przez Waszyngton może powodować nerwowość na osi Paryż – Berlin. Dlatego że umocnienie tej inicjatywy, utożsamianie się prezydenta Stanów Zjednoczonych z tą inicjatywą może istotnie wzmocnić Europę Środkową i Wschodnią, ale nie tylko. Ponieważ Austria, Grecja i prawdopodobnie Włochy, które z uwagą przyglądają się tej inicjatywie, mogą być – i niewykluczone, że będą – zainteresowane inicjatywą Trójmorza.

Jakie mogą być konsekwencje poparcia, jakiego udziela nam nielubiany przez elity zachodniej Europy prezydent Donald Trump?

– Tu nie chodzi o to, czy Donalda Trumpa ktoś lubi, czy nie lubi, tylko o to, że zachodnia Europa po jego wygranej musiała przełknąć gorzką pigułkę i uświadomić sobie, że oto na międzynarodowej scenie pojawił się mocny gracz, który ma na względzie przede wszystkim interes Stanów Zjednoczonych, polityk, który nie bawi się w konwenanse, który interes i bezpieczeństwo swojej ojczyzny przedkłada nad wszystko, ale także nie jest mu obojętne bezpieczeństwo Europy, co zresztą stawia bardzo jednoznacznie. Pojawił się partner, z którym należy się liczyć, którego nie jest tak łatwo ograć.

Bliska współpraca prezydenta Donalda Trumpa z Polską może i jak widać wprowadza nerwowość w szeregi przywódców zachodnioeuropejskich. W tej sytuacji nie obawiam się osłabienia Polski, a wręcz odwrotnie. Francuzi, ale szczególnie Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, że bez Stanów Zjednoczonych, bez armii amerykańskiej czy dominującej pozycji Waszyngtonu w NATO państwa te sobie nie poradzą i w tej sytuacji ranga i pozycja Polski poprzez bliskie relacje z Amerykanami może tylko nabrać większego znaczenia.

Pamiętamy spotkanie w Białym Domu prezydenta Trumpa i zawsze pewnej siebie kanclerz Angeli Merkel, która po tych rozmowach była wyraźnie zakłopotana. Zastanawiam się, w jakiej roli w tym samym miejscu może wystąpić pewny siebie Emmanuel Macron?

– Prezydent Trump to człowiek zdecydowany, ale prezentujący pewien poziom kultury. I jeśli do takiego spotkania dojdzie w Waszyngtonie, bo przypomnę obaj politycy rozmawiali już podczas szczytu NATO w Brukseli, to sądzę, że Macron zostanie przyjęty z szacunkiem należnym głowie państwa francuskiego.

Natomiast jeśli nie wyciągnie wniosków z wcześniejszych lekcji i będzie się zachowywał – jak to ma w zwyczaju – czyli butnie, to Trump nie będzie się z nim bawił w konwenanse i jasno, zdecydowanie zaprezentuje swoje stanowisko oraz swój stosunek do partnera. Myślę, że prezydent Macron powinien mieć obawy przed takim spotkaniem. Pierwsza okazja będzie podczas szczytu G20 w Hamburgu.

Co możemy zyskać na wizycie Trumpa w Polsce?

–Przede wszystkim wyjątkowość szczytu państw Trójmorza będzie polegała na tym, że przyjeżdżając do Europy, prezydent Stanów Zjednoczonych nie zatrzyma się czy to w Paryżu, Londynie czy w Rzymie lub w Madrycie, ale zatrzyma się w Warszawie i to nie na pół godziny czy na godzinę.

To tu spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą, a także z przywódcami państw Europy Środkowej. Wcześniej podobnej sytuacji nie było. Jest to zatem coś nowego, szczególnego, z czym nie mogą się pogodzić Niemcy, Francuzi czy inni przywódcy krajów zachodniej Europy. Wyniki rozmów z 5 i 6 lipca, które odbędą się w Warszawie, będą miały swój wymiar w sposobie zachowania się Trumpa podczas szczytu G20 w Hamburgu.

W konkluzji po szczycie Rady Europejskiej premier Szydło powiedziała, że polityka migracyjna musi być pragmatyczna i skuteczna. A jaka jest dzisiaj?

– Najważniejsze kwestie zakończonego szczytu w Brukseli, czyli kryzys imigracyjny oraz sprawa Brexitu, nie zostały wyjaśnione, a odłożone w czasie do października. 27 państw zdecydowało, że najważniejsze są kwestie przyszłości obywateli Unii Europejskiej po Brexicie oraz Brytyjczyków w krajach Unii.

Wydaje mi się, że pierwsze na agendzie rozmów i decyzji przyszłego szczytu będą jednak kwestie Brexitu, a dopiero później – niestety – kwestie migracyjne. Wiąże się to z trudną sytuacją finansową budżetową Unii, a bez pieniędzy nie da się skutecznie prowadzić polityki migracyjnej. W tej chwili trwa gorączkowe poszukiwanie pieniędzy na konkretną, a nie tylko pozorowaną politykę migracyjną.

To jednocześnie pokazuje miałkość elit brukselskich, które kolejny raz nie są w stanie załatwić problemu migracji?

– Problem migracyjny to nie jest problem ostatniego roku czy nawet kilku lat. To, co się wydarzyło w ubiegłym roku czy dwa lata temu w Europie, to kardynalny błąd Angeli Merkel, która otworzyła Europę na imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Teraz pokutuje też brak polityki migracyjnej na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Jakie ostatecznie będą skutki tego chaosu, trudno dzisiaj przewidzieć. Możemy mieć do czynienia z sytuacją naprawdę dramatyczną.

Polska stoi twardo na swoim stanowisku w kwestii migrantów czy integracji czołowych państw Unii. Nie ma zagrożenia, że Unia zacznie naciskać na Polskę jeszcze mocniej?

– Nie, nie sądzę. Polska, prowadząc taką, a nie inną politykę migracyjną, zachowuje się zgodnie z prawodawstwem krajowym oraz Traktatem Lizbońskim. Stąd nagłe wytykanie uchybień Polsce to nic innego jak przyznanie się do tego, że Traktat Lizboński w praktyce nie obowiązuje, a polityka równości czy niezależności państw narodowych zależy od tego, kogo dotyczy.

To jest również argument za tym, o co zresztą upomina się Polska, mianowicie żeby respektować przepisy traktatowe czy je znowelizować, a w efekcie zreformować UE, co jest koniecznością.

Czy nie jest zbytnią naiwnością liczenie na solidarność państw Grupy Wyszehradzkiej?

– To nic nowego, przecież ta gra na podział państw Grupy Wyszehradzkiej i Europy w ogóle trwa od dawna. Europa dwóch czy wielu prędkości czy tajne spotkania w marcu tego roku w Wersalu czwórki: Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii są wyraźnym sygnałem, że takie zagrożenie istnieje. Również domaganie się przez Emmanuela Macrona stworzenia dwóch unijnych budżetów UE jest tego najlepszym dowodem.

Nowy prezydent Francji, który po objęciu urzędu zapoznał się z faktyczną sytuacją gospodarczą, finansową państwa, próbuje za wszelką cenę, po pierwsze, przypodobać się Angeli Merkel bądź też nie stwarzać sytuacji, której wynikiem byłby konflikt na osi Paryż – Berlin. Po drugie, Macron na razie nieudolnie szuka ratunku dla gospodarki francuskiej.

Czy Grupa Wyszehradzka może być pewną alternatywą dla Unii Europejskiej?

– Sama Grupa Wyszehradzka niekoniecznie, bo potencjał gospodarczy państw, które ją tworzą, jest zbyt słaby. Ale taką alternatywą dla Unii może być inicjatywa Trójmorza, i tego najbardziej obawia się „Stara Unia”. Wydawałoby się, że ta inicjatywa zgłoszona przez prezydenta Andrzeja Dudę – wręcz wyśmiewana przez tzw. opozycję totalną – nie ma szans na powodzenie, ale okazuje się, że jest inaczej.

Ten projekt, bardzo realny, ożywia się także dzięki obecnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych. I to budzi niepokój wśród państw zachodniej Europy.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: NaszDziennik.pl
  • Biuro Posła do Parlamentu Europejskiego Stanisława Ożoga: ul. Hetmańska 9 pok. 104, 35-045 Rzeszów
  • tel: +48 17 853 30 97,
  • e-mail: biuro.stanislawozog@gmail.com