Szanowni Państwo, zachęcam do zapoznania się z informacjami dotyczącymi mojej działalności dla Podkarpacia. Chciałbym, abyście Państwo z tego serwisu czerpali wiedzę o wydarzeniach i najważniejszych sprawach dla naszego regionu, a także o mojej aktywności, podejmowanych inicjatywach i wspieranych inwestycjach, dzięki którym Podkarpacie staje się "regionem równych szans". Ta ziemia, dla nas od innych droższa, zasługuje na szczególny szacunek i wszechstronny rozwój.

Stanisław Ożóg

wiedza i doświadczenie dla Podkarpacia

To nie jest kurtuazyjna wizyta

04.07.17

4 lipca na stronie internetowej Naszego Dziennika ukazał się wywiad ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. Tematem rozmowy była wizyta Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w Polsce.

Rozmawia Mariusz Kamieniecki

W środę do Polski przybywa prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Jakie są Pana oczekiwania związane z tą wizytą?

– Prezydent Donald Trump, przybywając do Polski, podkreśli rolę i znaczenie Polski w Europie i świecie. W sposób jednoznaczny określi stosunek Stanów Zjednoczonych do Polski i prowadzonej przez nasz kraj polityki, i to nie tylko w obszarze obronności. Zresztą niejednokrotnie prezydent Trump mówił, że jeśli chodzi o udział i zaangażowanie Polski w NATO, to nasz kraj należy do czołówki światowej i może być przykładem dla innych.

Jakie znaczenie będzie miało spotkanie prezydenta USA z przywódcami 12 państw Trójmorza?

– Idea Trójmorza dotycząca współpracy krajów Europy Środkowo-Wschodniej w obszarach energetyki, transportu, cyfryzacji i gospodarki, w którą zaangażowane są państwa Grupy Wyszehradzkiej, Litwa, Łotwa, Estonia, a także Słowenia, Chorwacja, Bułgaria, Rumunia oraz Austria, to bardzo cenne przedsięwzięcie. Jestem przekonany, że prezydent Trump doceni inicjatywę prezydenta Andrzeja Dudy, która – jak widzimy – powoli zaczyna się materializować.

Ale prezydent Trump odniesie się też do kwestii bezpieczeństwa energetycznego krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym przede wszystkim Polski. Powie o współpracy, jaka w tym zakresie już została zawiązana, jeśli chodzi o dostarczanie gazu, i będzie rozwijana. Poruszy też kwestię dostarczania ropy naftowej dla krajów naszego obszaru. Myślę, że jest to bardzo dobra wiadomość dla nas, jeśli chodzi o uniezależnienie się gospodarcze od dostaw błękitnego paliwa z Rosji.

Jednak wizyta Donalda Trumpa w Polsce nie jest mile widziana przez państwa zachodniej Europy…

– Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce i kwestie, jakie Donald Trump zamierza poruszyć w Warszawie, budzą niepokój, co więcej, nawet paniczny strach na zachodzie Europy. Niemcy czy Francuzi, ale nie tylko, obawiają się, że Polska zostanie doceniona przez prezydenta największego mocarstwa na świecie.

Dlaczego prezydent Trump budzi taki niepokój Niemców?

– W pamięci kanclerz Angeli Merkel z pewnością na długo pozostanie pierwsze spotkanie z prezydentem Trumpem w Waszyngtonie, gdzie przywódca największego światowego mocarstwa – w odróżnieniu od swojego poprzednika Baracka Obamy – pokazał Angeli Merkel, że ma swoje zdanie, że dla niego najważniejsze są interesy kraju, któremu przewodzi, a nie interesy niemieckie. Dał temu wyraz, przedstawiając w jednoznaczny sposób swoje argumenty.

Kanclerz Merkel, która liczyła – jak to bywało wcześniej – na koleżeńskie relacje z nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych, mocno się rozczarowała i musiała przełknąć tę gorzką pigułkę. Kolejną kwestią, która, mówiąc kolokwialnie, nie leży kanclerz Merkel, jest rosnąca siła Polski i wybijanie się naszego kraju na czoło państw Trójmorza. Ponadto sama wizyta prezydenta Trumpa w Warszawie jest policzkiem wymierzonym nie tylko Angeli Merkel, ale również prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi i w ogóle przywódcom państw Europy Zachodniej. Zostaje bowiem złamana niepisana zasada, zgodnie z którą prezydent Stanów Zjednoczonych przyjeżdżał przed szczytami G20 i spotykał się z przywódcą czy też przywódcami największych państw, aby uzgodnić wspólną strategię.

Ponadto jeśli którykolwiek z amerykańskich prezydentów udawał się do Moskwy, to po drodze również zatrzymywał się czy to w Berlinie, czy w Paryżu, aby uzgodnić tematykę i wspólne stanowisko Zachodu.

Tym razem jest inaczej.

– Dokładnie. Prezydent Stanów Zjednoczonych, udając się na szczyt G20 do Hamburga, zatrzyma się nie w Berlinie czy Paryżu, ale w Warszawie. Tu spotka się z prezydentem Polski Andrzejem Dudą i przywódcami państw Trójmorza, aby uzgodnić wspólne stanowiska, które będą prezentowane w Hamburgu w obszarze interesów gospodarczych Polski czy innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. I to musi budzić niepokój, obawy i wściekłość państw – unijnych lokomotyw.

Zresztą prezydent Trump to przywódca, który postępuje według reguł zdroworozsądkowych. Wystarczy tylko wspomnieć, że o ile wcześniejsi prezydenci Stanów Zjednoczonych od ponad 20 lat – na zakończenie Ramadanu – wydawali w Białym Domu przyjęcia z udziałem prominentnych przywódców muzułmańskich, to prezydent Trump zerwał z tym zwyczajem.

Ta decyzja – nie wiedzieć czemu – spotkała się z krytyką i oburzeniem części świata. Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy Arabia Saudyjska wydaje przyjęcia np. z okazji zakończenia Adwentu i rozpoczęcia świąt Bożego Narodzenia czy na zakończenie Wielkiego Postu u chrześcijan…?

Doradca prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego gen. Herbert Raymond McMaster zapowiedział, że amerykański prezydent pochwali odwagę Polaków, wskazując Polskę jako europejską potęgę. Czy to nie jest tylko kurtuazja?

– Nie, to nie jest żadna kurtuazja. Jeśli mowa o Polakach, to warto przypomnieć, że w historii – wszędzie tam, gdzie byli Amerykanie, byli też Polacy – nasi żołnierze – często realizując bardzo odpowiedzialne zadania w zapalnych punktach świata podczas konfliktów zbrojnych. I amerykański prezydent docenia znaczenie Polski i nasz wkład w budowanie nie tylko europejskiego, ale też światowego ładu.

Co Polska ma do zaoferowania Stanom Zjednoczonym?

– Silny sojusznik, do którego można mieć zaufanie, silny gospodarczo, niezależny finansowo, co więcej, przewidywalny politycznie, to z pewnością jest duże wsparcie dla obecności Amerykanów, i to nie tylko we wschodniej części Europy.

Donald Trump i jego doradcy zauważyli, że takim pewnym, stabilnym partnerem może być i jest Polska. Dlatego oprócz kwestii militarnych, wojskowych, obronnych mamy też obustronną, pogłębioną współpracę gospodarczą i perspektywy na przyszłość.

Kanclerz Merkel uważa, że Europa sama powinna sobie radzić…

– Nie trzeba być historykiem z wykształcenia, żeby mieć obawy – zwłaszcza nad Wisłą – jeśli hegemonię w Europie przejmują Niemcy, którzy przejmują stery w unijnej polityce zagranicznej, gospodarce, ekonomii itd. Czerwona lampka musi się zapalić, kiedy jesteśmy świadkami dogadywania się ponad naszymi głowami Berlina z Moskwą. Obecność Stanów Zjednoczonych w Europie na frontach II wojny światowej, ale także po wojnie była potrzebna wówczas i jest także dzisiaj. I tak pozostanie.

Natomiast kanclerz Merkel nie chciałaby zbyt dużej obecności militarnej i gospodarczej Stanów Zjednoczonych w Europie, bo to godzi w interesy niemieckie. Gospodarka niemiecka już zaczyna mieć problemy i nie chodzi tu o kryzys, ale w dziedzinie eksportu i w ogóle gospodarki państwo to będzie ponosić coraz większe straty. I chociażby z tych względów Angeli Merkel niespieszno jest do wyrażania radości z coraz silniejszej obecności Amerykanów. Obawy i niepokój kanclerz Niemiec budzi też stosunek prezydenta Trumpa do Polski.

Stąd pojawia się inicjatywa Niemiec, o której coraz głośniej, związana z próbą izolowania prezydenta Trumpa podczas szczytu G20 w Hamburgu…?

– Nie sadzę, żeby ziściły się zabiegi Angeli Merkel, ale też Emmanuela Macrona, który, jak można przypuszczać, zrobi wszystko, co tylko zleci mu kanclerz Niemiec. Inne jest bowiem stanowisko Wielkiej Brytanii, która nigdy się nie godziła z rosnącą siłą i coraz większą dominacją Niemiec, i to zarówno w wymiarze gospodarczym, politycznym, jak i militarnym. Dlatego nie obawiałbym się próby izolacji Donalda Trumpa.

Z jednej strony mamy amerykańskiego prezydenta, który nie wstydzi się swojej wiary i przywiązania do wartości, a z drugiej neoliberalne europejskie elity bez wartości, bez Boga, które serwują nam przymusową relokację imigrantów. Co może wyniknąć z tego zderzenia tych dwóch skrajnych wizji świata?

– W mojej ocenie straszenie działaniami w podgrupach czy w ogóle straszenie Europą dwóch prędkości przestaje być zasadne. Opowiadanie, że powinny być dwa budżety unijne, bo to będzie korzystniejsze dla państw strefy euro, to kolejne nieporozumienie. Jeśli bowiem spojrzeć na państwa strefy euro oraz państwa Trójmorza – te, które są poza strefą euro, to ich wzrost PKB kształtuje się na poziomie ok. 3 proc. Natomiast jeśli uśrednić wzrost gospodarczy w krajach strefy euro, to zauważymy, że ten wzrost PKB jest poniżej 1 proc.

Co więcej, widać, że te różnice się pogłębiają i jeśli państwa Trójmorza zyskają tak potężnego partnera i tak silnego sojusznika jak Stany Zjednoczone, to te różnice będą się jeszcze bardziej pogłębiać na korzyść państw Trójmorza. W tej sytuacji straszenie rozpadem czy Europą dwóch prędkości przestaje być zasadne, a staje się wręcz śmieszne, bo nielogiczne.

Niemiecki parlament zezwolił na zawieranie cywilnych związków małżeńskich homoseksualistom. Merkel, która była spiritus movens tego projektu, w głosowaniu ostatecznie była przeciw, choć wcześniej wyraziła poparcie dla adopcji dzieci przez układy homoseksualne. Skąd ta hipokryzja?

– To jest prawdziwe oblicze „postępowej” zachodniej Europy. Natomiast Angela Merkel wcześniej mówiła wszem i wobec, że jest chadekiem z krwi i kości, a związki partnerskie czy też adopcje przez pary homoseksualne dzieci w ogóle nie wchodzi w grę.

To nie kto inny jak kanclerz Merkel mówiła też, że dopóki będzie stać na czele rządu czy CDU, to nie zgodzi się na takie rozwiązania. Zastanawiające jest, że ni stąd, ni zowąd zmienia zdanie i popiera adopcję dzieci przez homoseksualistów.

Z czego wynika ta zmienność nastrojów?

– Sądzę, że Angela Merkel czuła na plecach oddech Martina Schulza i to jej działanie czy też wyrachowanie ma typowo polityczny podtekst. Nie oznacza to jednak, że mimo odrębnego stanowiska wyrażonego głosem przeciwko, po ewentualnie wygranych wyborach nie będzie wyrażała swojego – znanego przecież – stanowiska wobec homoseksualistów.

Co jest groźne dla Europy, kiedy najsilniejsze państwo idzie w takim kierunku i ma być przykładem dla innych państw, które swoje istnienie opierają na chrześcijańskich, tradycyjnych wartościach małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Warto w tym miejscu przypomnieć słowa największego z rodu Polaków, św. Jana Pawła II, który w Santiago de Compostela wołał: Europo, wróć do Boga. „Stara Europo, odnajdź siebie samą, tchnij życie w swe korzenie. Możesz być jeszcze latarnią cywilizacji” – wskazywał Jan Paweł II, a jego słowa dzisiaj nabierają szczególnego znaczenia.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: NaszDziennik.pl
  • Biuro Posła do Parlamentu Europejskiego Stanisława Ożoga: ul. Hetmańska 9 pok. 104, 35-045 Rzeszów
  • tel: +48 17 853 30 97,
  • e-mail: biuro.stanislawozog@gmail.com