Szanowni Państwo, zachęcam do zapoznania się z informacjami dotyczącymi mojej działalności dla Podkarpacia. Chciałbym, abyście Państwo z tego serwisu czerpali wiedzę o wydarzeniach i najważniejszych sprawach dla naszego regionu, a także o mojej aktywności, podejmowanych inicjatywach i wspieranych inwestycjach, dzięki którym Podkarpacie staje się "regionem równych szans". Ta ziemia, dla nas od innych droższa, zasługuje na szczególny szacunek i wszechstronny rozwój.

Stanisław Ożóg

wiedza i doświadczenie dla Podkarpacia

Unia Europejska trzeszczy w posadach

13.09.17

12 września na stronie internetowej „Naszego Dziennika” ukazał się wywiad z europosłe Stanisławem Ożógiem na temat imigracji, reformy strefy euro zapowiadanej przez kanclerz Angelę oraz jak te dwa problemy unii wpływają na sytuację Polski.

Rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Na łamach niedzielnego wydania „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Angela Merkel opowiedziała się za zmianą unijnych traktatów w celu zacieśnienia integracji w strefie euro. Czemu służy ta retoryka?

– Słowa kanclerz Merkel można tłumaczyć dwojako. Po pierwsze, należy pamiętać o zbliżających się wyborach w Niemczech, a więc ta retoryka jest skierowana na użytek wewnętrzny, w związku z trwającą kampanią. W tym kontekście Angela Merkel mówi to, co chce usłyszeć większość Niemców. Wprawdzie – jak się wydaje – przewaga obecnej kanclerz nad jej konkurentem Martinem Schulzem jest bezpieczna, ale widać, że Angela Merkel chce zebrać jak największe poparcie, aby wygrać zdecydowanie tę wyborczą potyczkę.

Druga sprawa, to – pomijając kwestię szczerości, o którą nie posądzam kanclerz Merkel – trzeba powiedzieć, że strefa euro w Niemczech zaczyna uwierać. W związku z utworzeniem strefy euro Niemcy w zasadzie uzyskały wszystko, co zamierzały, przede wszystkim w sferze ekonomicznej i gospodarczej. Przypomnę, że utworzenie strefy euro nie było decyzją czysto polityczną, która miała się kalkulować głównie Niemcom.

Czemu zatem ma służyć zapowiadana przez Angelę Merkel reforma strefy euro?

– Kanclerz Merkel dlatego opowiada się za reformą strefy euro, bo strefa ta ma ogromne problemy gospodarcze, problemy monetarne, o czym się z kolei głośno nie mówi. Strefa euro, owszem, rozwija się, nie dotyka jej recesja. I to jest fakt, ale na tę ogólną ocenę składa się przede wszystkim rozwój gospodarki niemieckiej, która jest najpotężniejsza w całej Unii Europejskiej. Świadczy o tym chociażby opublikowany przez Eurostat (Europejski Urząd Statystyczny) bilans handlu zagranicznego w ubiegłym roku, który pokazuje rekordową nadwyżkę handlową strefy euro w wysokości 267,4 miliardów euro, z czego udział w tej nadwyżce naszych zachodnich sąsiadów wynosił prawie 95 proc. tej kwoty. Czyli praktycznie cały korzystny bilans tworzy gospodarka niemiecka.

W tej chwili jest specyficzny czas, bo kampania wyborcza w Niemczech jest na finiszu, Niemcy widzą, jak wygląda stan gospodarek państw strefy euro, w związku z tym oczekują modernizacji i reformy strefy. Kolejna sprawa dotyczy potrzeb gospodarczych Niemiec już po wyczerpaniu wyzysku strefy euro przez naszego zachodniego sąsiada, co też wymaga nowego spojrzenia i reform.

Dalsza stagnacja w strefie euro, brak reform doprowadzi do zupełnej zapaści gospodarczej, do bankructwa Francję i Włochy, których dług publiczny na przestrzeni półtora roku osiągnął wręcz niebotyczne wskaźniki i wynosi odpowiednio 120 proc. PKB, a w drugim przypadku blisko 110 proc. PKP. Biorąc to wszystko pod uwagę, wypowiedzi kanclerz Merkel są – moim zdaniem – spowodowane właśnie tymi dwoma czynnikami.

Czy i ewentualnie jakie zagrożenie ta modernizacja strefy euro niesie dla krajów takich jak Polska?

– Trudno to ocenić. Żeby móc się pokusić o takie przewidywania, trzeba znać więcej szczegółów, których w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Angela Merkel nie podała. Można bowiem powiedzieć, że diabeł tkwi w szczegółach. Tak czy inaczej obawiam się, że będziemy mieli do czynienia z kierunkiem zmierzającym do zacieśnienia współpracy gospodarczej, i nie tylko państw strefy euro, jako elementem Europy dwóch prędkości czy – jak kto woli – dwóch budżetów, co może stać się faktem.

Wspomnę tylko propozycje Emmanuela Macrona dotyczące m.in. powołania ministra finansów strefy euro i stworzenia odrębnego budżetu dla strefy euro. Zastanawiałem się także, co w wywiadzie chciała jeszcze powiedzieć Niemcom Angela Merkel w tym gorącym, przedwyborczym czasie. Wygląda na to, że zasugerowała zmianę formuły UE, a więc federalizację wspólnoty. Polska była, jest i będzie przeciwna federalizacji Unii, która może istnieć tylko przy założeniu, że będzie związkiem wolnych, niepodległych i niezależnych narodów, krajów.

Wsłuchując się w słowa kanclerz Merkel, nie ukrywam, że obawiam się realizacji takiego scenariusza. Pytanie, czy są to tylko opowieści na użytek wyborów w Niemczech, czy rzeczywisty plan, który ma być wprowadzany w życie. Natomiast gdyby dochodziło do otwarcia traktatów unijnych, co miałoby być podyktowane li tylko potrzebami państw strefy euro, to pytanie brzmi: co dalej z pozostałymi krajami członkowskimi? I tego obawiałbym się.

No właśnie, bo kiedy Polska mówi o potrzebie weryfikacji unijnych traktatów, które służą silniejszym, a działają na niekorzyść nowych państw UE, to jest to tłumaczone jak zamach na Unię, kiedy jednak czyni to Angela Merkel i to na własny użytek, to wszystko jest w porządku. Dokąd prowadzi ta hipokryzja?

– To wszystko prawda. Zanim uzyskałem mandat posła do Parlamentu Europejskiego, też uważałem, że w Europie są równi i równiejsi. Natomiast pracując w europarlamencie już ponad trzy lata, tylko utwierdziłem się w tym swoim przekonaniu. Uczestnicząc w pracach głównych komisji europarlamentu: komisji kontroli budżetowej oraz komisji gospodarczej i monetarnej, obserwuję z bliska to, co się tam dzieje chociażby w sprawach unii energetycznej, a ściślej, w sprawie gazociągu Nord Stream, i widać wyraźnie, że w Unii są równi i równiejsi.

Solidarność w wydaniu europejskim nie ma nic wspólnego z rozumieniem tego pojęcia przez nas, Polaków. Sytuacja wygląda w ten sposób, że kiedy my podnosiliśmy potrzebę otwarcia traktatów i konieczności reformowania czy wręcz zmiany traktatów o UE, to oskarżano nas o zamach na wartości unijne i posądzano nas o brak odpowiedzialności. W tej chwili Niemcy forsują zmianę traktatów, pytanie tylko: na ile jest to podyktowane potrzebami kampanii wyborczej do Bundestagu, a na ile rzeczywistymi planami zmian w unijnym prawie?

Myślę, że w najbliższym czasie będziemy jeszcze świadkami wielu kontrowersyjnych wypowiedzi z ust kanclerz Merkel chociażby w kwestii imigrantów czy przymusu relokacji i narzuconych nam siłą kwot imigrantów. Sądzę, że należy się spodziewać wielu wypowiedzi, które opadną wraz z kurzem powyborczym.

Skoro poruszył Pan temat imigrantów, to odnosząc się do kwestii bezpieczeństwa w UE i związanej z tym kwestii migracji, Angela Merkel – o dziwo – stwierdziła, że „my, Europejczycy, musimy dokładnie wiedzieć, kto u nas przebywa”. Czy zważając na wcześniejsze działania kanclerz Merkel, nie brzmi to jak kpina…?

– Angela Merkel nigdy się nie dowie, kto tak naprawdę przybywa na zachód Europy, tak jak się nigdy nie dowie, ilu faktycznie imigrantów muzułmańskich przypłynęło na kontynent europejski. Natomiast kanclerz Merkel, która osobiście nawarzyła piwa swoimi nieodpowiedzialnymi wypowiedziami i zaproszeniem imigrantów muzułmańskich do Europy, teraz, nie mogąc sobie poradzić z tym problemem, próbuje tym piwem obdzielić wszystkie kraje członkowskie.

Kanclerz Merkel sądziła, że przechytrzy innych i spośród tej fali imigrantów wybierze sobie 700 do 800 tysięcy tych przybyszów, którzy będą przydatni niemieckiej gospodarce, a innych analfabetów rozdzieli „solidarnie” między inne kraje. I tu się przeliczyła, bo w tej napływającej fali ludzi, którzy bynajmniej nie z powodów prześladowań czy wojen tu przybywają, ale w poszukiwaniu lepszego życia, nie sposób sprawdzić, kto jest kim i de facto z jakimi intencjami tu przybywa. Wówczas, przy podejmowaniu tych tragicznych w skutkach decyzji, Angela Merkel nie kierowała się solidaryzmem czy duchem wspólnoty europejskiej, a teraz próbuje rozkładać odpowiedzialność między innych.

Wygląda na to, że ten niekontrolowany napływ imigrantów i związane z tym zagrożenie terrorystyczne doprowadzi do tego, że wolny przepływ ludności i otwarcie granic w związku ze strefą Schengen stanie się tylko wspomnieniem…?

– Strefa Schengen odchodzi do przeszłości. Przypomnę tylko sławetne nieformalne spotkanie w Wersalu – kilka miesięcy temu – przywódców Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii, kiedy mówiono o potrzebie zaproszenia do tego grona jeszcze krajów Beneluksu i kiedy mówiono wyraźnie – co zresztą podkreślono w komunikacie – o zwarciu szeregów i de facto stworzeniu grupy państw UE, dawano do zrozumienia, że Europa powinna być zjednoczona, ale nie oznacza to, że ma być jednolita. Tym samym zapadła decyzja o podziale i Europie dwóch prędkości.

To pokazuje, że Unia trzeszczy w posadach. Mnie osobiście wydaje się, że mamy początek końca UE przynajmniej w dotychczasowym kształcie. Ten kierunek obserwujemy już od paru lat i z każdym miesiącem z jednością unijną jest coraz gorzej. Zapowiedź kanclerz Merkel dotycząca reformowania strefy euro jest wyraźnym dowodem, że – według niej – istnieje też konieczność podziału Europy.

Biorąc pod uwagę trwającą kampanię wyborczą, Angela Merkel chce być wyrazicielem większości niemieckiego społeczeństwa, a tym samym zwiększyć poparcie dla siebie.

Tyle tylko, że to Polskę oskarża się o próbę rozbijania jedności UE?

– To fakt. Przeciwko Polsce prowadzone są, co tu dużo mówić – idiotyczne, w żaden sposób nieuzasadnione postępowania, wytaczane są coraz to nowe działa, mamy połajanki, straszy się nas karami finansowymi, nie znajdując przy tym żadnych podstaw prawnych w traktatach o UE. A to, co wyczynia wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, przekracza już nie tylko granice dobrego smaku i przyzwoitości, ale służy odwracaniu uwagi opinii publicznej od realnego kryzysu, jaki przeżywa wspólnota europejska w wielu obszarach.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: NaszDziennik.pl
  • Biuro Posła do Parlamentu Europejskiego Stanisława Ożoga: ul. Hetmańska 9 pok. 104, 35-045 Rzeszów
  • tel: +48 17 853 30 97,
  • e-mail: biuro.stanislawozog@gmail.com